pablopavoNa własne oczy – w taki właśnie sposób chcę podzielić się z Wami wrażeniami z koncertów, bo ciężko o obiektywizm w indywidualnym postrzeganiu świata.  Każdy z was może ten tekst potraktować inaczej – dowiedzieć się co was ominęło, albo sprawdzić, jak inni postrzegają minione wydarzenie.  Oceny i wrażenia każdego są różne, dlatego nie każdy musi się ze mną zgadzać- tym lepiej.

Pierwszym wydarzeniem, jakie jest  mi dane zrelacjonować jest  koncert promujący płytę Pablopavo & Ludziki – Telehon. Opinię na temat tej płyty wielu z nas już sobie wyrobiła, więc sądzę, że nie ma sensu jej tu opisywać, dlatego skupmy się na samym koncercie.

Uzbrajając się w bilet kupiony w przede dniach koncertu za  15 polskich złotych, bądź w 25 złotych w portfelu należało udać się 17 grudnia do klubu Pod Minogą, start godzina 20:00.I już początkowo mały fallstart, będąc na miejscu okazało się, że na piętro, gdzie będzie miał miejsce koncert, zostaniemy wpuszczeni dopiero po 20.30. Pozostało tylko przeczekać z rozgrzewającym napojem, który pozwolił zapomnieć o panującym na zewnątrz mrozie. Jak się później okazało, 30 minut to nie jedyny czas, jaki pozostał do koncertu, należało jeszcze doliczyć, bez zegarka na ręku, jakąś godzinkę. Ten czas, oprócz rozgrzewających napoi, umilała osoba Pabla, kręcącego się po klubie. Zamienienie kilku słów, czy poproszenie o autograf, nie stanowiło większego problemu. I tutaj plus dla Pablapavo za poświęconą chwilę.

Zdziwiły mnie ustawione na podeście przed sceną i skierowane w jej kierunkach krzesła. Nie oczekiwałem podziwianie występu Pabla na siedząco, ale Telehon jest na tyle „inny”, że i takie osoby mogły się znaleźć. A na moje oko zebrała się około stuosobowa grupa. Spodziewałem się mniejszej ilości, ale liczba ta okazała się dość rozsądna. Była to ponoć najliczniejsza widownia na trasie Telehonu, jednak na szczęście nie było tłumów, jak na EWR czy Vavamuffinie, gdzie liczba małoletnich osób momentami przerażała. Koncert był na tyle kameralny, że Pablo bez problemów łapał teksty i hasła rzucane z tłumu. A zaczęło się od „Intro”, następnie tytułowy Telehon  – „leci według płyty” pomyślałem. Następnie „Piosenka ze śmieci” i „Z fartem dziewczyna” , ten ostatni kawałek szybko wpadł w ucho, po reakcji  ludzi widać było, że nie tylko w moje. „Się mi to nie”, do którego podchodziłem sceptycznie, pokazało swoje drugie oblicze, jako utwory przy którym naprawdę da się wyskakać. Później „Kolejka” i „XXL Yeti Funk”. Chwila przerwy dla Pablo i poleciało „Stój głuptasie” w wykonaniu jednego z Ludzików – Earl Jacoba. Resztę koncertu wypełniły nam: „Dym Dym”, „Nomada”, „Primo Rebel”, „Warszawa Wschodnia”, która na potrzeby lokalne została przekształcona na Poznań Garbary, „Na nowo”, „C.S.I Stegny” . Na bisach, które wydały mi się nazbyt zaplanowane, co nie oznacza, że nieoczekiwane, poleciało: „Jurek mech”, przy którym publika najbardziej wspierała Pablo swoimi głosami, przynajmniej z prawego tylnego narożnika sali można było wynieść takie wrażenie, „Do stu” i na koniec coś spoza płyty – „Zykamu”. Powinienem jeszcze jednak wspomnieć o Ludzikach, którzy z nieocenionym zaangażowaniem wspierali Pablo na gitarze, perkusji , skrzypcach czy „kaloryferze”, ale mam nadzieję, że będzie jeszcze ku temu okazja przy następnej ich wizycie w Poznaniu.

Koncert w pełni udany, dodatkowy plus za jego kameralność . Nie wiedziałem, że z tej płyty można wykrzesać  tyle energii, choćby z „Primo Rebel”. Nawet, chyba najmniej „zabawowe” „C.S.I Stegny” wpasowało się idealnie.  Niektóre kawałki nabrały nowych kolorów, inne nabrały większego sensu dzięki tłumaczeniom Pabla. Po koncercie chce się ich słuchać jeszcze częściej. Mimo panującego tego wieczoru niemiłosiernego mrozu, warto było.

Colin

A Ci, którzy nie wierzą, niech zobaczą na własne oczy. Zdjęcia autorstwa Orwella

http://picasaweb.google.pl/poznanreggae/PablopavoLudziki#